Okupacyjne święta w Dzienniku Zofii z Drohojewskich Romerowej

Boże Narodzenie, lata 40. (zbiory Muzeum Miejskiego w Wadowicach)

Wspomnienia okupacyjne Zofii Romerowej zawierają m.in. fragmenty dotyczące obchodów wigilii Bożego Narodzenia. Trudne czasy wojenne i tuż powojenne nie sprzyjały świętowaniu tych wyjątkowych dni, mimo to rodzina Romerów zawsze starała się udekorować choinkę i przygotować wigilijną wieczerzę.

Prezentujemy Państwu fragmenty z Dziennika Zofii z Drohojewskich Romerowej, pisanego w latach 1939 – 1948.

1939 Inwałd

Smutna wigilia ale Bogu dziękujemy, że Lolo z nami. Rozdałam co mogłam służbie by chociaż lepiej zjedli podczas Świąt. Róża, Jadzia i Lutka na wigilii u nas. Odprowadzaliśmy je do granicy, bo przyszły na piechotę [z andrychowskiego pałacu].

24 XII 1940

Druga Wigilia w tej wstrętnej niewoli i wyrzuceni z domu. [- -] Ubieraliśmy drzewko, jedno dla dzieci wysiedlonych, drugie dla nas. Myślą przy drzewku byłam w Inwałdzie, przy naszych ludziach, co tam zostali. [- -] Ze wsi już 30 rodzin wysiedlono. Druga partię po świętach.

24 XII 1942

Ciepło, błoto, zupełnie wiosenne powietrze. Lolo przyjechał o 5 koniem z Jasła. Przywiózł nam piwa i cukierków, więc wspaniałe święta mamy. Wigilia z rybami!

25 XII

Rano pasterka o 6, potem śniadanie u księdza kanonika Bałuka. (Obowiązywała godzina policyjna i zakaz wychodzenia z domu, dlatego pasterka odbywała się wczesnym rankiem).

24 XII 1943

Dzień Wigilii

Piąta wojenna, a najsmutniejsza dla mnie.[- -]

24 XII 1945

Dzień Wigilii

Lolo nam zdobył rybki. Ruduś podjął się uśmiercić je. Ryby uciekały po kuchni i łazience, a Ruduś z młotkiem za nimi. Udało się jednak zamordować wszystkie. O 3 przyjechała Mama i dzieci, zmęczeni i czerni od prochu i sadzy. Lilii też z nami, więc od wielu lat jesteśmy nareszcie razem w dniu Wigilii. Zrobiliśmy sobie drzewko i obiad o 8. Noc śliczna księżycowa i nie bardzo zimna, ale mroźna. Poszliśmy na pasterkę.

24 XII 1947, Wigilia

Przyjechali Fosterowie z Katowic. W południe cała moja paczka podgazowała sobie zdrowie. Dzięki Edwardowi Rudzińskiemu mieliśmy ryby na wieczór. O 8 wieczór zjawił się Lolo, ale mocno zawiany alkoholem. Na Pasterkę tylko obie z Idą wybraliśmy się, bo reszta spała smacznie.

[Zofia z Drohojowskich Romerowa, Dziennik 1939-1948, Bielsko-Biała 2017]

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on email
Share on print

// Inne artykuły