Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Czwartek, 1 marca 1951 r. Około godziny 20.00 funkcjonariusze UB wyprowadzili z celi więzienia mokotowskiego siedmiu oczekujących na egzekucję ludzi. Ponury kondukt dotarł do ustronnego miejsca między łaźnią a magazynem odzieżowym, tuż obok więziennej kotłowni. Ostatni widok jak zobaczyli skazani to podziurawiona kulami ściana. Ginęli kolejno mordowani strzałem w potylicę. Tego wieczoru na Rakowieckiej wykonano wyroki śmierci na oskarżonych o współpracę z Niemcami i działania przeciw komunistycznej władzy członkach IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”: por. Łukaszu Cieplińskim ps. „Pług”, por. Franciszku Błażeju ps. „Tadeusz”, por. Karolu Chmielu ps. „Grom”, mjr. Mieczysławie Kawalcu ps. „Iza”, kpt. Józefie Batorym ps. „Argus”, kpt. Józefie Rzepce ps. „Krzysztof” oraz mjr. Adamie Lazarowiczu ps. „Klamra”. Dzisiaj, w 68 lat po tych wydarzeniach, obchodzimy kolejny Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Po przejęciu władzy przez komunistów rozszalał się w Polsce stalinowski terror. Z pomocą NKWD rozbudowywano struktury Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, do walki z przeciwnikami narzuconego przez ZSRS ustroju rzucono dziesiątki tysięcy żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), Ludowego Wojska Polskiego, funkcjonariuszy MO i otoczonej złą sławą Informacji Wojskowej. Ostrze brutalnego terroru wymierzone zostało przede wszystkim w poakowskie podziemie i opozycję polityczną. Sam gen. Okulicki został aresztowany i wywieziony do Moskwy, gdzie został skazany w tzw. „procesie szesnastu”. W kraju Wojskowe Sądy Rejonowe (WSR) szafowały wyroki śmierci i kary wieloletniego więzienia wobec żołnierzy AK, którzy przed procesem przechodzili gehennę przesłuchań w kazamatach UB.

Organizacją o charakterze koordynującym działania przeciwko komunistom było Zrzeszenie WiN („Wolność i Niezawisłość”). Na Lubelszczyźnie dowódcą „WiN” był mjr Marian Bernaciak „Orlik”, którego podkomendni odnieśli zwycięstwo w jednej z największych bitew zbrojnego podziemia antykomunistycznego stoczonej z przeważającymi siłami NKWD, UB, KBW i MO w Lesie Stockim (24 maja 1945 r.). W Łódzkiem „Konspiracyjne Wojsko Polskie” zorganizował kpt. Stanisław Sojczyński „Warszyc”. Jedną z najbardziej spektakularnych akcji jego oddziałów było zajęcie Radomska w nocy z 19 na 20 kwietnia 1946 r., rozbicie tamtejszego więzienia PUBP i wzięcie jeńców – żołnierzy sowieckich. Kpt. Sojczyński został skazany w procesie przed WSR w Łodzi na karę śmierci, którą wykonano 19 lutego 1947 r. – trzy dni przed ogłoszeniem amnestii. Na Białostocczyźnie z reżimem walczyła Armia Krajowa Obywatelska – partyzantką kierował tam legendarny mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” – skazany na ośmiokrotną karę śmierci w pokazowym procesie w 1950 r. i stracony w więzieniu mokotowskim w lutym 1951 r. W latach 1945-1948 w różnych rejonach kraju powstawały jednostki partyzanckie w ramach Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK). Na Lubelszczyźnie w strukturach ROAK walczyły oddziały dowodzone przez mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, skazanego w procesie pokazowym i straconego w więzieniu na Mokotowie w marcu 1949 r. Na Śląsku Cieszyńskim dowódcą oddziałów leśnych NSZ był kpt. Henryk Flame „Bartek” – wśród ponad 300 akcji dokonanych przez partyzantów „Bartka” najbardziej spektakularną było zajęcie Wisły i dwugodzinna defilada w tej uzdrowiskowej miejscowości (3 maja 1946 r.). Kpt. Flame, mimo ujawnienia się na mocy amnestii, został skrytobójczo zamordowany. Od 1946 r. na terenie Małopolski zachodniej działała organizacja założona przez płk. Aleksandra Delmana „Dziadka” pod nazwą Armia Polska w Kraju (APwK). Jedną z najsilniejszych jednostek partyzanckich, operujących na Podhalu, formalnie podporządkowanych APwK, był oddział por. Józefa Kurasia „Ognia”. Jeden z najbardziej kontrowersyjnych żołnierzy podziemia zmarł w wyniku odniesionych ran podczas obławy w okolicach Nowego Targu w lutym 1947 r. kiedy próbował popełnić samobójstwo.

Antykomunistyczne podziemie było aktywne także na terenie powiatu wadowickiego. APwK podporządkowany był oddział „Burza” por. (kpt.) Mieczysława Wądolnego „Mściciela”, który popełnił samobójstwo podczas obławy zorganizowanej na niego w Łękawicy w styczniu 1947 r. Działały tu struktury Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) i WiN. Wśród „wadowickich niezłomnych” byli m.in. ppor. Józef Dębski, por. Adam Faron „Błyskawica” (postrzelony przez UB, zmarł w szpitalu w 1945 r.), Franciszek Jeż „Apollo”, mjr Jan Kęsek „Mieczysław” (stracony w katowickim więzieniu w kwietniu 1952 r.), kpt. Feliks Kwarciak „Staszek” (zamordowany na moście na Skawie przez funkcjonariuszy wadowickiego PUBP w czerwcu 1947 r.), Ignacy Sikora „Prawy”,sierż. Mieczysław Spuła „Feluś” (zamordowany przez UB w 1947 r. w Wysokiej), ppor. Mieczysław Wołczyński „Kalina” czy Jan Ziomkowski „Śmiały”.

Los żołnierzy zbrojnego podziemia zatrzymanych przez UB najlepiej oddają wspomnienia Jana Starowicza „Niedźwiedzia” (kuzyna Mieczysława Spuły), aresztowanego przez bezpiekę w Laskowej koło Zatora w czerwcu 1946 r.:

Pierwszy raz stłukli mnie jeszcze na Posterunku MO w Zatorze. Bili ubowcy, milicjanci i żołnierze KBW, a kiedy straciłem przytomność wrzucili mnie na samochód ciężarowy i pod eskortą kilku żołnierzy i funkcjonariuszy powieźli do Wadowic. Tam bili mnie przez trzy dni, zmuszając do podpisania zeznania. Kiedy traciłem przytomność, lali mnie wodą i kopali, aż do ocucenia, po czym znowu bili. Kazali mi podpisać to, co napisał śledczy, o ludziach, których w ogóle nie znałem. Później w Krakowie też mnie bili i na UB i w więzieniu. Moją sprawę połączyli z grupą ludzi, o których nic nie wiedziałem, a UB twierdziło, że byliśmy „jedną bandą”.

Tragicznym epilogiem walk zbrojnego podziemia z komunistyczną władzą była śmierć organizatora Grupy Operacyjnej AK „Zorza”  Jana Sałapatka „Orła”, który został ciężko ranny 15 stycznia 1955 r. w strzelaninie z funkcjonariuszami UB i zmarł w krakowskim szpitalu 9 dni później.

Na zdjęciu: mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”  (fot. MBP z 1948 r.), zbiory IPN