Wymarsz Sowietów

Zjednoczenie Niemiec i rozpad Związku Sowieckiego, wymuszające ewakuację formacji okupacyjnych z terenów NRD, przyspieszają decyzje co do Północnej Grupy Wojsk, rezydujących w Polsce od końca II wojny. Oddziały wyjeżdżają wraz z całym uzbrojeniem (w tym – atomowym). Przed wyjazdem ostatniej formacji, która opuszcza kraj 18 września 1993, jej reprezentacja żegnana jest w Belwederze. Prezydent Lech Wałęsa zamyka w ten sposób 54-letni okres dominacji Sowietów nad Rzeczpospolitą.

Rok później – z okazji 50. rocznicy Powstania Warszawskiego – Polska ma szanse podsumować swój stosunek do własnej przeszłości, przez ponad cztery dekady systemowo zakłamywanej. Scena polityczna zdaje się jednak zamknięta na kwestie historii. „Gazeta Wyborcza”, nadająca ton życiu publicznemu, akcentuje rocznicę tekstem o „czarnych kartach” Powstania. Zaciąży to nad następnymi dekadami.

17 września 1993 – w 54. rocznicę agresji Sowietów na Polskę, prezydent Lech Wałęsa żegna w Belwederze ostatnią grupę wojsk sowieckich stacjonującą w RP.

Z artykułu w „Rzeczpospolitej”:

„17 września 1993 dopełnia się miara sprawiedliwości dziejowej” – powiedział prezydent Lech Wałęsa, po otrzymaniu od dowódcy wojsk rosyjskich, gen. Leonida Kowaliowa, meldunku o wycofaniu tych jednostek z naszego kraju. „Suwerenność Rzeczpospolitej uzyskuje potwierdzenie ostateczne” – powiedział prezydent w przemówieniu wygłoszonym do 24 żołnierzy i oficerów rosyjskich, którzy 18 bm. w godzinach rannych jako ostatni mają opuścić nasze terytorium. „Hitler przegrał, ale Jałta oddała nas Stalinowi. Polsce zadany został cios w plecy” – usłyszeli Rosjanie zebrani na dziedzińcu Belwederu.

Jednoznacznej ocenie politycznej towarzyszył pełen ceremoniał wojskowy. [- -] Ambasador Federacji Rosyjskiej [Jurij Kaszlew] powiedział, że] żołnierze rosyjscy odchodzą „z czystym sumieniem”.  (Warszawa, 17 września 1993)

1 sierpnia 1994 – w Warszawie odbywają się uroczyste obchody 50. rocznicy Powstania Warszawskiego. Bierze w nich udział niemiecki prezydent Roman Herzog oraz przedstawiciel prezydenta Rosji Borysa Jelcyna.

Jan Nowak Jeziorański:

Słuchałem słów prezydenta demokratycznych Niemiec, proszącego Polskę o wybaczenie [- -]. Był to milowy krok na drodze ku obaleniu barier psychologicznych, zagradzających Polsce drogę do zachodniej Wspólnoty Europejskiej i Atlantyckiej. A więc drogę do bezpieczeństwa.

A równocześnie my, obecni na placu, i cały świat mogliśmy dowiedzieć się, że drugi dawny wróg nie stawił się w Warszawie w osobie swego najwyższego przedstawiciela i nie tylko odmówił przeproszenia, ale nawet przyjęcia współodpowiedzialności za klęskę Powstania, zagładę miasta i śmierć 200 tysięcy ludzi. Wysłannik Jelcyna, który znany jest ze swego propolskiego nastawienia, tłumaczył, że nie pozwoliły na to nastroje panujące dziś w Rosji. To wszystko razem wzięte uprzytomniło Polsce i światu zagrożenie, jakim jest wzbierająca fala nacjonalizmu rosyjskiego.  (Warszawa, 1 sierpnia 1994)

Gustaw Herling-Grudziński (pisarz) w dzienniku:

Powstańcza Warszawa była całkowicie opuszczona i zdradzona, w zupełnej samotności powinna więc była obchodzić swoją tragiczną rocznicę po półwieczu. Jak obchodzi się w odosobnieniu, w kole najbliższych, rocznice tragedii rodzinnych, gdy oznaką żałobnej godności jest wyłączenie udziału osób postronnych. [- -]

Słyszę, że dla inicjatorów z prezydenckiego dworu to zaproszenie miało być dowodem naszej „europejskości”, naszego wyrastania z prowincjonalizmu. A było brakiem szacunku dla gruzów miasta, dla poległych mieszkańców Warszawy i warszawskich powstańców. (Neapol, 12 września 1994)

[Na zdjęciu: Warszawa, 1996-1997. Pomnik Powstania Warszawskiego na placu Krasińskich. Fot. Grażyna Rutkowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe]

www.nieskonczenieniepodlegla.pl

www.karta.org.pl