Federacja

Ani Polska powrześniowa, ani pojałtańska nie jest traktowana jako podmiot w wymiarze geopolitycznym. Deklaracja Rzeczpospolitej udziału w Unii Europejskiej staje się aktem gotowości wejścia do federacji krajów kontynentu, które przyjmują wspólne demokratyczne reguły. Rozdroże: udział w strukturach Zachodu czy odrębny kraj, zdefiniowany „narodowo” – stanowi kanwę debaty przedakcesyjnej.

Referendum, będące głosowaniem „za” czy „przeciw” udziałowi w federacji, kończy się zwycięstwem zwolenników Unii. Protesty przeciwników, wieszczących kolejną utratę suwerenności, przez następne lata okazują się zabiegiem propagandowym, mającym chronić ich partykularne interesy. Z czasem społeczeństwo polskie, oceniając rozwój państwa sfederowanego, staje się euroentuzjastyczne.

1 maja 2004 – Polska staje się członkiem Unii Europejskiej. Rok wcześniej odbyło się w Polsce referendum, w którym ponad 77% głosujących odpowiedziało twierdząco na pytanie: „Czy wyraża Pan/Pani zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”.

Premier Jerzy Buzek w Sejmie:

Rozpoczynamy dziś narodową debatę nad tempem i strategią uczestnictwa Polski w strukturach europejskich. Zwieńczeniem tej debaty będzie referendum, w którym naród podejmie ostateczną decyzję. [- -] W polskiej debacie publicznej na temat członkostwa w organizacjach międzynarodowych szczególnie ważne miejsce zajmuje kwestia suwerenności państwa. Przyczyny tego są oczywiste dla każdego, kto choćby pobieżnie zna nasze dzieje. Chcę jednak podkreślić, że obecność w strukturach europejskich umacnia, a nie osłabia polską suwerenność. Jej gwarantem jest przecież siła państwa i zamożność jego obywateli, a nie izolacja. We współczesnym świecie – a Europa nie jest tu wyjątkiem – decyzje podejmowane przez jedne państwa wpływają na inne. Jeśli za miarę suwerenności uznać – w drodze wolnego wyboru – zdolność do zapewnienia bezpieczeństwa i dobrobytu narodu, to integracja europejska jawi się jako forma zbiorowego wzmocnienia suwerenności, bo państwa mogą wiele zadań lepiej i skuteczniej podjąć wspólnie niż w odosobnieniu. [- -] Znamy może lepiej niż inne narody wysoką cenę osamotnienia. Przez uczestnictwo w decyzjach i instytucjach europejskich staniemy się podmiotem, a nie przedmiotem podejmowanych decyzji. Współczesne współzależności polityczne i gospodarcze sprawiają, że to najlepsza forma realizacji drogiej nam zasady: nic o nas bez nas. (Warszawa, 8 września 1999)

Z komentarza „Gazety Wyborczej” po drugim dniu referendum w sprawie wejścia Polski do Unii:

Zagłosowaliśmy na tak. Z całą nieufnością, jaką może mieć społeczeństwo przez tyle dziesięcioleci niewolone przez obce mocarstwa, tak wiele razy oszukiwane przez własne i przez narzucone rządy, więzione w piwnicy historii. Ale też z ogromną nadzieją, z radością, z wiedzą, że tej możliwości wyboru – czy chcemy wejść, czy nie – nikt nam nie dał i nikt nie narzucił. (Warszawa, 8 czerwca 2003)

Witold Orłowski (ekonomista) w „Gazecie Wyborczej”:

Równo 21.543 dni od zakończenia II wojny światowej (co można symbolicznie uznać za początek komunizmu w Europie Środkowej), 8644 dni od podpisania porozumień gdańskich (co można symbolicznie uznać za początek jego końca), 5234 dni od rozpoczęcia w Polsce rynkowych reform i 505 dni od zakończenia negocjacji członkowskich wstępujemy do Unii Europejskiej. [- -] Do wspólnego pokoju, w którym zamieszkało pół wieku temu sześć krajów (słowo „pokój” można tu rozumieć na wiele sposobów), najpierw stopniowo dokwaterowało się kolejnych dziewięć, teraz zjawia się aż dziesięć, a kolejnych kilka czeka w przedpokoju na walizkach. [- -]

W Europie jest jednak dla nas wszystkich dosyć miejsca. I jestem przekonany, że za dziesięć lat nikt już nie będzie pamiętał o dzisiejszych lękach, a wszyscy będą cieszyć się, że rozszerzenie nastąpiło. (Warszawa, 1 maja 2004)

[Na zdjęciu: Znaczek pocztowy wydany z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku]

www.nieskonczenieniepodlegla.pl

www.karta.org.pl