8-14 maja 1920

Kijów, maj 1920. Defilada wojsk polskich ulicą Wielką Włodzimierską. Fot. Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie

Ppor. Mieczysław Lepecki (1 Dywizja Piechoty):

1 pułk znajdował się od kilku dni w drodze, zmierzając dniem i nocą w kierunku Kijowa. Już o szóstej rano wkroczyliśmy do tego miasta. Pomimo wczesnej godziny, Bibikowski bulwar, którym szliśmy, przepełniony był tłumem ludzi, witających nas owacyjnie. Kobiety obdarzały nas kwiatami, a ponieważ był to czas kwitnięcia bzów, żołnierze nasi wprost tonęli w powodzi pięknych liliowych kwiatów.

Kijów, 8 maja 1920

[Mieczysław Lepecki, W blaskach wojny, Warszawa 1926]

Zofia Krauze (Polka, mieszkanka Kijowa):

Przyszedł do nas Czesław i oznajmił, że wojsko polskie jest w Kijowie, że właśnie idą Kreszczatikiem, a władza bolszewicka w nocy opuściła Kijów. Było to coś tak niewiarygodnego, tak niespodziewanego, że nie mogłyśmy uwierzyć. Żadnych strzałów nie było słychać, nie było walk, nie wiedziałyśmy o nadchodzącej do Kijowa armii polskiej. Prasa o tym nie pisała, radia jeszcze nie było, podróże utrudnione – żyłyśmy odcięte od reszty świata… Ubrałam się szybko, wzięłam ze sobą córeczkę i pobiegłyśmy w stronę Kreszczatiku. Zobaczyłam przejeżdżające konno wojsko polskie z orzełkami na rogatywkach! Przejeżdżało wolno.

Kijów, 8 maja 1920

[Zofia Krauze, Rzeki mojego życia. Wspomnienia, Kraków 1979]

Andrzej Konarski (ziemianin spod Kijowa):

W miarę zbliżania się do Kreszczatiku, głównej ulicy Kijowa – ludzi było coraz więcej. Na chodnikach, na jezdniach, w otwartych oknach kamienic. Nastrój był świąteczny, twarze wesołe, ogólne rozmowy i okrzyki. Wielu Polaków niosło naręcza kwiatów – wszędzie zresztą dominował język polski. [- -]

Słychać było krzyki ludzi, rżenie koni i stukot podków o bruk. Obłok zbliżał się szybko. Widać już było wyraźnie zbliżających się jeźdźców. Konie szły w luźnym trójkowym szyku, na podniesionych w górę lancach furkotały kolorowe proporce. Tłum oszalał. Deszcz kwiatów leciał z balkonów, okien i chodników. Sypały się na ułańskie głowy i łby końskie, tkwiły na ostrzach lanc i lufach karabinów. Słały się kolorową łąką pod kopytami. Ludzie krzyczeli. Ktoś śpiewał Jeszcze Polska nie zginęła, ktoś inny Warszawiankę. Wiwaty i okrzyki mieszały się z głośnym szlochem kobiet i mężczyzn.

Kijów, 8 maja 1920

[Andrzej Konarski, Wspomnienia, Archiwum Ośrodka KARTA, AW II/2698]

Kijów, maj 1920. Wkroczenie wojsk polskich i ukraińskich do miasta. Fot. Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie / Ośrodek KARTA

Mjr Tadeusz Kutrzeba (szef sztabu 3 Armii):

Odbył się przemarsz przez Kijów wszystkich wojsk skierowanych na front dla obsady linii obronnych oraz do odwodu. Przemarsz połączono z defiladą w środku miasta, którą przyjmował dowódca grupy operacyjnej, generał Rydz-Śmigły. Defilada wypadła znakomicie.

Kijów, 9 maja 1920

[Tadeusz Kutrzeba, Wyprawa kijowska 1920 roku, Warszawa 1937]

Andrzej Konarski:

Entuzjazm był ogromny. Znów deszcz kwiatów. Okrzyki radości i zachwytu. Naprzeciwko nas, pod hotelem, stały dwie grające na zmianę orkiestry wojskowe. Po drugiej stronie, na ustawionej prowizorycznie trybunie, stali wyżsi oficerowie odbierający defiladę: generał Rydz-Śmigły w otoczeniu sztabu.

Niekończąca się liczba przepływających przez Kreszczatik oddziałów robiła po prostu oszołamiające wrażenie. Ileż musiało być tych wojsk, jeśli w samej defiladzie brało udział tyle oddziałów! Dopiero potem, już w drodze do Warszawy, dowiedziałem się, że cała defilada była trikiem propagandowo-strategicznym. Cały rajd przez Ukrainę – majstersztyk pod względem sztuki wojskowej – wykonany był żałośnie skąpą ilością wojska. W kijowskiej defiladzie „niekończące się oddziały”, po przejściu Kreszczatiku, wsączały się w boczne ulice, przegrupowywały się i dokonywały ponownie defiladowego przemarszu.

Kijów, 9 maja 1920

[Andrzej Konarski, Wspomnienia…]

„Kurier Poranny” z 10 maja 1920. Ze zbiorów Biblioteki Narodowej

Henryk Józewski (wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie Petlury):

Udałem się z polecenia atamana Petlury do Kijowa. Miałem w imieniu rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej przejąć władzę nad miastem z rąk gen. Rydza-Śmigłego i mianować ukraińskiego komisarza Kijowa.

Sytuacja była dość oryginalna, a nawet w pewnym sensie niesamowita. Znany polskiemu społeczeństwu Henryk Józewski, kijowianin z urodzenia, działacz społeczny, prezes „Filarecji”, muzyk i współtwórca polskiego teatru „Studya” – zjawia się w Kijowie jako minister ukraiński i powołuje ukraińską administrację.

[- -] Powszechny nastrój był ożywiony i wesoły. Kijowianki tańczyły z polskimi żołnierzami na skwerach i placykach. Tego Kijów jeszcze nie widział, pomimo że niejedna armia przez to miasto maszerowała. Nawet żołnierze ukraińscy nie mieli takiego powodzenia.

Kijów

[Henryk Józewski, Życie konspirowane, „Karta” nr 5, 1991]

Z artykułu w „Gazecie Podhalańskiej”:

Wrażenie zwycięstwa jest w całej Europie wielkie. Rzecz prosta, że jeszcze zawsze nie z tym się liczą, który jest słaby, ale z tym, który jest silny i nie daje się pokonać. Najbardziej bolą nasze zwycięstwa Czechów i Prusaków; ostatni jawnie pomagają Rosjanom przeciw Polsce. Czesi zaś obawiają się, że po zawarciu pokoju z Rosją, Polska nie zapomni o ich postępowaniu na obszarach plebiscytowych. Wreszcie ogłoszenie niepodległej Ukrainy przez Polskę psuje czeskie plany; chcieli bowiem Czesi mieć przez Ukrainę korytarz do Rosji i w ten sposób okrążyć Polskę ze wszystkich stron. Polityka polska niweczy ich zbrodnicze zamiary.

Nowy Targ, 9 maja 1920

[Zwycięstwa na Ukrainie,„Gazeta Podhalańska” nr 19/1920]

Z artykułu w „Czasie”:

Na Warmii i Mazurach położenie bez wyjścia. Przed trzema tygodniami po pogromie, jaki miał miejsce na całym terenie plebiscytowym, biuro informacyjne rad ludowych i związków ludowych mazurskich po długich naradach i poważnym rozpatrzeniu kwestii przyszło do przekonania, że wszelka praca plebiscytowa dla Polaków jest uniemożliwiona. Biuro informacyjne, które jest uznane przez wszystkie władze na terenie plebiscytowym mazurskim i warmińskim, prócz kwidzyńskiego, które ma swoje przedstawicielstwo, zdecydowało się zawiesić wszelkie prace przygotowawcze do plebiscytu, dopóki komisja międzysojusznicza nie da Polakom warunków bezpieczeństwa i równouprawnienia z Niemcami, do czego mają prawo. W wywodach swoich, przyjętych jednogłośnie, biuro oświadcza, że jedynie rząd polski może je powołać do pracy i dodaje, że przerwania działalności nie należy uważać za strajk w stosunku do komisji, albo sabotowanie roboty plebiscytowej, lecz jest wywołane przez karygodny brak bezpieczeństwa dla Polaków na terenie plebiscytowym.

Kraków, 10 maja 1920

[Na terenach plebiscytowych,„Czas” nr 111/1920]

Ppor. Mieczysław Lepecki:

Ludność przechodziła straszliwy kryzys głodowy. Twarze przechodniów zdradzały niezwykły stopień wyczerpania i wynędznienia, ubranie ich składało się z łachmanów i to łachmanów brudnych. Przed naszą intendenturą batalionową, w czasie wydawania chleba, gromadził się zawsze wielki tłum ludzi, obserwujący w milczeniu niezwykły widok dużej ilości białego chleba. [- -] Z głodem szła w parze okropna demoralizacja. Nędza zmuszała kobiety do handlowania swoim ciałem, mężczyzn do wszelkiego rodzaju szacherek i oszustw. [- -]

Wiadomość o przyjeździe [- -] atamana Petlury przyjęto z wielką radością. Wszyscy chcieli go zobaczyć, wielu przypuszczało, że jego przyjazd przyniesie im polepszenie losu. [- -] Na wielkim placu, przy wspaniałej cerkwi, zebrały się nieprzejrzane tłumy ludzi. [- -] Petlura nadjechał powozem, zaprzężonym w parę ładnych koni, i zatrzymał się tuż pod moim balkonem, przed którym ustawione były oddziały wojska ukraińskiego, zorganizowane poprzednio w Polsce. [- -]

Balkon, z którego obserwowałem Petlurę i rewię, należał do jakiejś rodziny żydowskiej. Gospodarz domu, starszy jegomość, pokazał mi pocztówkę, kolportowaną podówczas szeroko, z fotografiami Piłsudskiego i Petlury, pod którymi widniał napis po polsku i ukraińsku: „Bohaterowie narodowi”. Pokazując mi ją gospodarz rzekł:

Dziwi mnie to, że Polacy pozwalają na jednej karcie umieszczać podobiznę swojego Naczelnika Państwa z tym bandytą – mówiąc to wskazał na przemawiającego właśnie Petlurę. [- -]Mógłbym przytoczyć mnóstwo wypadków, gdy dawał rozkazy swoim żołnierzom, jeszcze przed sojuszem z Polską, aby urządzali pogromy Żydów.

Kijów, 10 maja 1920

[Mieczysław Lepecki, W blaskach…]

Juliusz Zdanowski (polityk związany z Narodową Demokracją, działacz gospodarczy):

Lepiej by było, żebyśmy się mylili, a Piłsudski miał rację, ale przecież wnioski tylko na rzetelnych faktach budować można. A realne fakty to: że tworzenie Ukrainy scala Rosję, że zwolennicy Ukrainy nie stworzą pomocnego nam państwa, że nie mamy sił na tak wielki front i tak wielki kraj, że nie mamy sił na taką długą wojnę. To są wszystko pewniki. Wśród okrzyku triumfu prasy belwederskiej, wśród hymnów zachwytu nawet prasy francuskiej, trudno nam spełniać dzisiaj rolę czarnowidzów i kruków.

Warszawa, 11 maja 1920

[Dziennik Juliusza Zdanowskiego, t. 3: 4 VIII 1919 – 28 III 1921, Szczecin 2014]

Sierż. Jerzy Konrad Maciejewski (19 Pułk Piechoty) w dzienniku:

Śpiewając, z butnie podniesionymi głowami, wkraczaliśmy do miasta. Z początku ludność, sądząc, że to wchodzi oddział Wołyńca (okoliczny partyzant), pochowała się do piwnic i we wszelakich skrytkach, ale potem, słysząc obcy śpiew, w końcu skrycie obserwując regularne szeregi – wyległa na ulice i już w śródmieściu poczęła obrzucać nas kwiatami, a u wielu osób w oczach dostrzegłem łzy.

Nie dziwota. Na dzisiejszą noc naznaczona była rzeź inteligencji, a właściwie miejscowych Polaków. A może nie tylko dlatego byli tak wzruszeni, może te kobiety i ci starsi panowie to byli nasi, Polacy, co jak relikwię przechowywali podobiznę Kościuszki, a w noc wigilijną, prócz Bóg się rodzi, śpiewali „Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę”. Ci, co nie spodziewali się we snach nawet, aby polski żołnierz zbrojną nogą deptał prastare dziedziny ojców swoich na wschodnich rubieżach…

Hajsyn (Podole), 12 maja 1920

[Jerzy Konrad Maciejewski, Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914–1920, Warszawa 2015]

Z informacji w „Górnoślązaku”:

Dziennik francuski „Temps” drukuje długi artykuł, wychwalający Polskę, która w nadzwyczajny sposób spełnia swój program. Jak Łotyszom oddano Dyneburg, tak Piłsudski jest zdecydowany oddać Kijów Ukrainie – pisze „Temps”. Pozostając wierna swoim zasadom, Polska ma prawo oczekiwać, by rząd jej uczestniczył od tej chwili we wszystkich konferencjach poruszających sprawy obchodzące Polskę. W najbliższym czasie Polska domagać się będzie dopuszczenia na konferencję w Spa. Może liczyć na poparcie Francji.

Katowice, 13 maja 1920

[Wiadomości polityczne. „Temps” o polityce polskiej na wschodzie,„Górnoślązak” nr 108/1920]