19 – 25 czerwca 1920

Gdańsk, czerwiec 1920. Zdemobilizowani żołnierze armii gen. Hallera (Amerykanie polskiego pochodzenia) oczekujący na transport do USA.
Fot. Library of Congress / LC-A6197- RC-2245-Ax

Z informacji w „Rzeczpospolitej”:

Odbyło się tu uroczyste poświęcenie i otwarcie oddziału „Rzeczpospolitej”. Aktu poświecenia dokonał ks. prałat [Jan] Masny, który też w ciepłych słowach wyraził radość, iż powstało nowe pismo, jako codzienny wyraz zjednoczenia ziem polskich. Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Ignacy Chrzanowski podkreślił wysokie znaczenie kulturalne „Rzeczpospolitej”, przy czym podniósł, iż wydawnictwo to w ciągu trzech dni przyniosło więcej wiadomości o życiu Europy, niż inne pisma w ciągu miesiąca. [- -] Kierownik miejscowego oddziału Dąbrowski podziękował wszystkim za obecność i wyraził przekonanie, że „Rzeczpospolita” popierana przez społeczeństwo tak widomie, niewątpliwie cele swoje uzyska.

Kraków, 19 czerwca 1920

[„Rzeczpospolita” nr 7/1920]

Mjr Kazimierz Świtalski (szef referatu polityczno-prasowego Naczelnego Wodza) w dzienniku:

Można się spodziewać ataku silnego na północy, trudnego do wytrzymania. Będzie to ze strony bolszewików ich ostatnia gra, gra va banque. [- -] Armia [polska] niewątpliwie nie jest jeszcze odpowiednio zestrojona i robi wrażenie dywanu zrobionego z łachmanków. Niepokojącym objawem jest również dezercja. [- -]

Co do wojska bolszewickiego, to [gen. Aleksiej] Brusiłow swoją taktyką i ze zwykłą sobie energią pcha wielkie masy. Dwie dywizje Chiń­czyków na Polesiu biją się dobrze i zacięcie. Kozacy poddają się chętnie. Chcą, by ich odsyłać do [białego generała Piotra] Wrangla. Przeszkodą w demo­ralizowaniu armii bolszewickiej przez dezercję na naszą stronę jest zacięte i bezwzględne wyrzynanie przez naszych żołnierzy jeńców – i to najbardziej na północy. Wewnątrz rządu bolszewickiego są tarcia bardzo silne między brusiłowszczyzną a komunistami.

Nacisku Ententy, by zawrzeć pokój w tej chwili, nie ma. An­glia wolałaby nawet skierować siły bolszewickie na nas, by mieć bardziej bezpieczną Persję. Opinia europejska oczywiście jest przeciw nam. [- -] Gdybyśmy się porozumieli z Rosją bolszewicką albo przynajmniej zrobili wrażenie, że z nimi gadamy, byłoby to ulgą dla świata. Warunki, które stawiają Rosjanie [bolszewicy], wykazują pewien postęp na korzyść naszą.

Warszawa, 22 czerwca 1920

[Kazimierz Świtalski, Diariusz 1919–1935, Warszawa 1992]

Władysław Konopczyński (historyk) w dzienniku:

W Uniwersytecie było zebranie profesorów w sprawie pożyczki Odrodzenia, zwołane przez rektora [Stanisława] Estreichera. Przyszło aż dziewięciu prawników, siedemnastu filozofów, trzech tylko medyków (przypuśćmy, że to ich godzina przyjęć), dwóch teologów [- -]. Postanowiono utworzyć Komitet Agitacyjno-Kierowniczy. [- -] Zakomunikował przedstawiciel propagandy pożyczki, że liczono na trzy miliardy subskrypcji w Królestwie, dwa w Galicji, jeden w zaborze pruskim. Tymczasem dotąd zadeklarowano w Poznańskiem z górą 800 milionów, w Królestwie też idzie nieźle, za to Małopolska podpisała 60–80 milionów, a najgorzej spisuje się Galicja Zachodnia. Markotną minę zrobił pan rektor i próbował usprawiedliwić to zachowanie się małych Polaków trudnościami formalnymi w subskrypcji.

Kraków, 22 czerwca 1920

[Władysław Konopczyński, Dziennik 1918–1921, cz. 2, Warszawa–Kraków 2016]

Jan Fudakowski (student Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, ułan 1 Pułku Ułanów Krechowieckich):

Około dziesięć dni byliśmy bez furażu [żywności dla koni] i kuchen, w biednej lesistej okolicy Zwiahla, Horodnicy i Korca, gdzie o owies było trudno, a jedynie siana nie brakło. Żywiliśmy się, jak się dało. Po wsiach na przednówku nie było chleba, tylko surowa brukiew i zielone jabłka, czasem na postoju garnek naprędce ugotowanych kartofli i misa kwaśnego mleka. Pamiętam poruszenie, gdy wreszcie 22 czerwca dołączyły nasze kuchnie i zjawił się ogólnie lubiany prowiantowy szwadronu [- -] Adam Góral. Staliśmy wówczas na chwilowym odpoczynku w Horodnicy, biednej kresowej osadzie, gdzie miejscowa ludność na przednówku głodowała i niczego do jedzenia dostać nie było można.

Horodnica (Ukraina)

[Jan Fudakowski, Ułańskie wspomnienia z roku 1920, Lublin 2005]

Sierż. Jerzy Konrad Maciejewski (19 Pułk Piechoty) w dzienniku:

Wieś położona w połowie drogi między Starokonstantynowem a Szepietówką. Tutaj nocujemy. Z nastroju chłopów widać, że są pewni, iż się cofamy. Utwierdzają ich w tym mniemaniu oddziały naszej piechoty i nieskończone sznury taborów płynące na zachód. My – „uświadomieni” – twierdzimy, że to nasz pułk idzie na „odpoczynek”. W rzeczywistości do Szepietówki maszeruje cała brygada [- -], [w tym batalion] załogi Berdyczowa. Ta ostatnia prezentuje się okropnie i dziś dopiero miałem okazję dokładnego przyjrzenia się im. Większa część żołnierzy uzbrojona w tak zwane berdanki jednostrzałowe! Z kurkami! A więc przedpotopowe… Ubrani nieźle, ale na miłość Boga, co to za dzieciarnia! Dzieci i jeszcze raz – dzieci. Poubierane w wojskowe mundury, z piętnem ostatecznego znużenia na twarzy. Jaka rezygnacja, zniechęcenie, apatia z nich bije. Co ich zdoła ożywić? I to mają być obrońcy zagrożonego bytu Ojczyzny! Gdzież są starsze roczniki? Czy boją się ich mobilizować?

Sulżyn, 22 czerwca 1920

[Jerzy Konrad Maciejewski, Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914–1920, Warszawa 2015]

Bolszewicki plakat propagandowy z 1920 roku, autorstwa Władimira Majakowskiego, z napisem: „Ukraińcy i Rosjanie mają jedno zawołanie – nie będziemy mieć nad sobą pana!”. Ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie

Michał Kossakowski (dyplomata):

Strajk trwa, dochodzi do manifestacji ulicznych, rozpędzanych dotąd przez policję. [- -]

Dokoła cofania się naszych wojsk na Ukrainie szerzą się nadal komentarze, wzmaga trwoga. Dla spokojnie przyglądającego się grze państwowej człowieka jasnym się staje, że odbywa się nie tylko likwidacja zadania wojskowego, ale również likwidacja posunięć politycznych w tej dziedzinie. Zająwszy dla Ukrainy Kijów, władze polskie miały się przekonać, że na Ukrainie ludności dojrzałej do samodzielnego bytu nie ma, podobnie jak przekonały się dawniej jeszcze, że Białorusi samodzielnej nie stworzą bohaterskie czyny oręża polskiego. Petlura zupełnie szczerze dał do zrozumienia, że bynajmniej nie pragnie tak bardzo obsadzać placówek rządu cywilnego przez działaczy miejscowych, przeciwnie – będzie wdzięczny Polakom, jeżeli jeszcze w ciągu dłuższego czasu rządy sprawować będą. [- -]

Piłsudski [- -] o położeniu politycznym na wschodzie odrzekł: „Ano, cofamy się na Ukrainie. Z wojskiem naszym jest tak, że mi się zdaje, jakobym miał kołdrę zbyt krótką, chcę dobrze przykryć na Białejrusi, obnażam Ukrainę i odwrotnie”.

Warszawa, 23 czerwca 1920

[Rok 1920. Wojna polsko-radziecka we wspomnieniach i innych dokumentach, Warszawa 1990]

Zofia Broniewska w liście do syna Władysława:

Od czterech tygodni trwa strajk piekarzy, od trzech gazowni. Dziś skończył się strajk robotników miejskich, zatem życie stolicy wraca do normy, ale na gaz mamy czekać jeszcze dni dziesięć.

Warszawa, 24 czerwca 1920

[Od bliskich i dalekich. Korespondencja do Władysława Broniewskiego 1915–1930, t. 1, Warszawa 1981]

Z informacji w „Gazecie Olsztyńskiej”:

Poseł [Jan] Brejski z towarzyszami NSR (Narodowego Stronnictwa Robotników) na posiedzeniu sejmowym wniósł nagły wniosek w sprawie gwałtów popełnianych na ziemiach plebiscytowych Mazur i Warmii. Wnioskodawca stwierdził ze słusznością, że na naszych terenach dzieją się coraz smutniejsze wypadki gwałtów i prowokacji. Gdyby plebiscyt miał się odbyć w obecnych warunkach, byłoby to urągowiskiem szczytnych haseł, głoszonych przez prezydenta [USA] Wilsona i Koalicję. Jeżeli Koalicja żąda od mniejszych narodów, aby trzymały się ściśle Traktatu Wersalskiego, to i mniejsze narody mają prawo żądania, aby i Koalicja trzymała się tego Traktatu. Wnioskodawca wzywa rząd, aby zażądał od Koalicji pewnych gwarancji oraz odroczenia plebiscytu do czasu, kiedy przepisom plebiscytowym stanie się zadość. W przeciwnym razie Polska nie uzna rezultatu plebiscytu. [- -] W tym miejscu zaznaczyć musimy, że w istocie na Warmii i Mazurach istnieje jeden naród, lud polski, mający bez wątpienia największe prawo do tej ziemi. Niemcy pod względem liczebności są żywiołem podrzędnym, żywiołem napływowym.

Olsztyn, 24 czerwca 1920

[Rząd polski wobec plebiscytu na Warmii i Mazurach, „Gazeta Olsztyńska” nr 75/1920]

Premier Władysław Grabski. Fot. Eugene Pirou / Biblioteka Narodowa

Mjr Stanisław Rostworowski (szef Oddziału V w sztabie 4 Armii WP) w liście do żony:

Tak ładnie piszesz o tym, że chyba w najbliższych miesiącach zadecydują się ostatecznie losy naszego rozstania. Albo skończy się ono, albo też zaleje nas razem fala barbarzyństwa i cały świat przewróci się do góry nogami. Myślę, że jednak nawet w tym wypadku nie dałbym się już oddzielić od Ciebie, bo z chwilą, gdy ten ideał patriotyzmu, który przez wychowanie w niewoli wgryzł nam się w kości i krew, stanie się pustym dźwiękiem, to dla innej, nowej fatamorgany odjeżdżać od Ciebie nie myślę. Jeszcze dla patriotyzmu można się wyzbyć szczęścia osobistej miłości i tłuc się po Lidach, Wilnach i Mińskach, ale dla ideałów bolszewickich czy ogólnoludzkich ani mi w głowie byłoby się poświęcać. Z czystym sumieniem zostałbym wówczas choćby paskarzem, żyjącym wygodnie z rodziną w chwili, gdy inni będą walczyć i zarzynać się w imię haseł wolności ludu.

Cała Polska zamieniła się w Okopy św. Trójcy, a właściwie jej armia, bo przecie Polska wojny nie prowadzi, tylko gra w totalizatora i kłóci się o fotele ministerialne lub strajkuje. Pod tym względem pobyt w armii działa jak świeże powietrze [- -]. Jest tu hierarchia, jest wspólny wysiłek, jest chęć wzajemnej pomocy i brak egoizmu. Szkoda, że nie można sportowców i strajkujących robotników, ani niedoszłych ministrów, przepędzić na dwa miesiące do okopów.

25 czerwca 1920

[Stanisław Rostworowski, Listy z wojny polsko-bolszewickiej, Warszawa 1995]