3 – 9 lipca 1920

3 lipca Józef Piłsudski, w imieniu Rady Obrony Państwa, ogłasza odezwę mobilizującą do walki cały naród. 4 lipca na całym Froncie Zachodnim – od granicy z Łotwą aż do błot poleskich – rozpoczyna się ofensywa wojsk sowieckich; natarcie na linii Smoleńsk – Warszawa – Berlin. Po przejściu Horynia Armia Konna Budionnego zajmuje twierdzę Równe. 6 lipca premier Władysław Grabski udaje się do Spa na konferencję przedstawicieli Ententy, by prosić o pośrednictwo w rokowaniach pokojowych z Moskwą. 7 lipca powstaje Generalny Inspektorat Armii Ochotniczej (przyjmowani są wszyscy obywatele spoza służby wojskowej). 8 lipca po sforsowaniu Berezyny wojska Tuchaczewskiego kontynuują natarcie w kierunku na Mińsk i Wilno. Oddziały polskie cofają się w panice.

Plakat z 1920 roku autorstwa Stanisława Sawiczewskiego. Ze zbiorów Biblioteki Narodowej

Z komunikatu Ministerstwa Spraw Wojskowych:

Po 16 dniach strajku robotnicy przystąpili do pracy. [- -] Mimo że w pewnych chwilach tendencja robotników stawała się jawnie wywrotową (zamierzony strajk generalny), czynnikom rewolucyjnym [- -] nie udało się jednak nic zrobić z biernym oporem mas, które rewolucji nie chcą. Z drugiej strony Stowarzyszenie Samopomocy Społecznej [- -] powiedziało czynnikom tym, że w razie jawnie wywrotowych intencji, inteligencja polska, w przeciwieństwie do rosyjskiej, nie zgodzi się być biernym czynnikiem wiwisekcji społecznej. W czasie strajku ukazała się odezwa podpisana: „Organizacja żołnierska – Sekcja frontu”, w której nieznana organizacja ta ostrzega robotników, że dziś przewrót rewolucyjny traktuje jako zdradę najwyższego postulatu – całości Ojczyzny.

Warszawa, 3 lipca 1920

[Archiwum Akt Nowych, Prezydium Rady Ministrów, Rektyfikat 49, t. 4]

Izaak Babel (ochotnik w Armii Konnej Budionnego, pisarz) w dzienniku:

Kuchnia w pociągu, obżarci żołnierze z twarzami nabiegłymi krwią, szare dusze, dławiący skwar w kuchni, kasza, południe, pot, grubonogie praczki, apatyczne baby-maszyny. Opisać żołnierzy i baby – nalane, syte, senne. [- -] Po obiedzie do Żytomierza. Białe, nie uśpione, lecz podbite, ucichłe miasto. Szukam śladów polskiej kultury. Kobiety dobrze ubrane, białe pończochy. [- -]

Pogrom w Żytomierzu, dokonany przez Polaków, potem, oczywiście, przez Kozaków. Po zjawieniu się naszych czołowych oddziałów Polacy weszli do miasta na trzy dni, pogrom żydowski, obrzynali brody, jak zwykle, zebrali na rynku 45 Żydów, zagonili ich do rzeźni, tortury, obcinanie języków, wrzaski na cały plac. Podpalili sześć domów, dom Koniuchowskiego na Katedralnej – oglądam, kto ratował, to go z cekaemu, dozorcę, któremu matka zrzuciła z płonącego okna niemowlę na ręce – zadźgali, ksiądz przystawił do tylnej ściany drabinę, w ten sposób się ratowali.

Żytomierz, 3 lipca 1920

[Izaak Babel, Dziennik 1920, przeł. Grażyna Jenczelewska, Wrocław 1999]

Sierż. Władysław Goliczewski (33 Pułk Piechoty):

Suniemy skokami w kierunku bielejących okopów. Naraz zostaję ranny w oba uda. Robię cały obrót na pięcie i siadam. Dalej ani rusz, braciszku, skończyliśmy się! – myślę sobie. Pluton obejmuje Fabiański i skokami pcha się dalej. W lewo od nas nowe oddziały bolszewickie idą do przeciwuderzenia. A hen, dalej w lewo, zagłębieniami terenu jadą szwadrony Kozaków! Sytuacja niegodna zazdrości. Szymański w tym momencie dostaje śmiertelny strzał w brzuch i wali się z konia. Pędzi Fabiański z pomocą kochanemu dowódcy i tuż przy nim kładzie się ciężko ranny. Chcą jeszcze coś wskórać Nowak z Olechowskim, lecz ze strzaskanymi goleniami walą się na rozpaloną żarem słońca ziemię, która zachłannie wsysa ich gorącą krew, moc krwi! Słaba tyraliera chwieje się.

Nad Dźwiną, 4 lipca 1920

[Walecznych tysiąc. Pamiętniki sierżanta Władysława Goliczewskiego z wojny polsko-bolszewickiej, do druku przyg. Roman Umiastowski, Warszawa 1934]

Gen. Kazimierz Raszewski (dowódca 2 Armii WP):

Nieprzyjaciel, obchodząc Równe od zachodu, ze wszystkich stron zaatakował miasto. [- -] Udałem się do gen. [Leona] Berbeckiego w przekonaniu, że zastanę go na pozycjach przeze mnie wskazanych, leżących na wschód od Równego. Zastałem go natomiast w środku miasta w marszowej kolumnie. [- -] A więc miał zamiar, co jest rzeczą niesłychaną, bez rozkazu i bez zameldowania się, odmaszerować z dywizją, pozostawiając załogę Równego, wraz ze mną, jako dowódcą armii – na łasce losu. [- -] Gdy dywizja doszła mniej więcej do skrzyżowania drogi wiodącej do Aleksandrii z torem kolejowym, nadjechał pociąg z moim sztabem, na który załadowano jeszcze 22 tanki. Na widok maszerującej 3 Dywizji Piechoty tanki otworzyły ogień w przypuszczeniu, że są to oddziały nieprzyjacielskie. Skutki tej pomyłki były fatalne, gdyż zabito 48 ludzi, którym granaty poobcinały głowy. [- -] Uciekający żołnierze strzelali na oślep na wszystkie strony.

4 lipca 1920

[Kazimierz Raszewski, Wspomnienia z własnych przeżyć do końca roku 1920, Poznań 1938]

Gen. Jan Niesiołowski (szef Sztabu Ministerstwa Spraw Wojskowych) w depeszy do gen. Tadeusza Rozwadowskiego:

Agitacja wśród robotników portowych w Gdańsku, celem uniemożliwienia dowozu materiału wojennego, wzmaga się. [- -] Należy niezwłocznie [- -] interweniować u kompetentnych czynników, by zabezpieczyły wyładowanie i przewóz wszelkich dla nas do Gdańska nadchodzących transportów [- -]. Proszę podkreślić, że państwa sprzymierzone [- -] nie mogą – szczególnie w obecnej sytuacji – pozwolić, by ta ostatnia furtka była zamknięta. [- -]

Właśnie nadchodzą wiadomości o dwóch wypadkach ostatnich dni, w których robotnicy gdańscy wzięli czynny udział. 2 lipca wstrzymali przez trzy godziny odejście pociągu z V Dywizją Syberyjską, pomimo że władze gdańskie na wyjazd pozwoliły. Pociąg odjechał po rozbiciu drzwi przez naszych żołnierzy za pozwoleniem policji gdańskiej. 5 lipca na dworcu w Gdańsku nasi żołnierze eskortujący jeńców, zaopatrzeni w legalne pozwolenia do przejazdu władz gdańskich, zostali pobici, jeden zraniony, a jeńcy oswobodzeni. Zarówno policja gdańska, jak i angielskie dowództwo dworca zachowali się biernie.

[Sąsiedzi wobec wojny 1920 roku. Wybór dokumentów, Londyn 1990]

Kanonier Stanisław Rembek (10 Pułk Artylerii Polowej):

Wczoraj był straszny dzień. [- -] Wszystko uciekało w zupełnym pomieszaniu. Piechurzy w hełmach różnych kształtów i barw pędzili z karabinami maszynowymi oraz z aparatami i centralami telefonicznymi. Mijały ich w galopie wozy i powózki. Jakiś żołnierz jechał na dwukółce z karabinem maszynowym. Nakryty był białą celtą [plandeką] i trzymał kosę na ramieniu, więc wyglądał jak śmierć na rydwanie. Jeźdźcy wymijali wszystkich, wznosząc chmury kurzu, który zasłaniał wszystko. Tylko ranni wlekli się wolno, poowijani zakrwawionymi bandażami. Niektórych podtrzymywali towarzysze. [- -]

Nagle gwizdnął nad nami ciężki pocisk, aż jezdni pokładli się na karkach koni. Ziemia przed działem wzniosła się olbrzymim słupem. Rozpędzony zaprzęg przewrócił się, wpadłszy widocznie w lej od granatu, a ja wyleciałem pod koła głową naprzód. Skrzynia z amunicją, biblioteczka i wszystko, co się znajdowało na przodkarze, spadło na mnie. Miałem tyle przytomności, że chwyciłem się postronków, za które konie dyszlowe ciągnęły mnie przed kołami, ale wtedy jeden z nich przerażony zaczął mnie bić kopytami i w końcu zwalił się na mnie. Widziałem jeszcze, jak inny granat obalił z końmi dowódcę baterii i trębacza Paszkowskiego, którzy gonili działo przez pole. [- -] Chłopi wychodzili z chałup i przyglądali się naszemu odwrotowi. Jeden żołnierz rozwścieczony zastrzelił jakiegoś.

5 lipca 1920

[Stanisław Rembek, Dzienniki. Rok 1920 i okolice, Warszawa 1997]

Odezwa Józefa Piłsudskiego z 3 lipca 1920. Ze zbiorów Biblioteki Narodowej

Gen. Maxime Weygand (sekretarz Rady Wojskowej Francji) w liście do żony:

Los Polski nie wygląda zachęcająco i pewne niepokoje wydają się uzasadnione. Polacy nie chcą nikogo słuchać, postępują według własnego widzimisię, podsycają nienawiść wokół siebie. Czy w tych warunkach uda się ich nielicznym przyjaciołom oświecić i pokierować tymi ślepymi pegazami, które nie znoszą żadnego wędzidła? Oto pytanie, które stawiam sobie codziennie, bez znalezienia na nie odpowiedzi.

Spa (Belgia), 7 lipca 1920

[Jacques Weygand, Weygand. Mój ojciec, „Zeszyty Historyczne” z. 19, 1971]

Z listu pasterskiego biskupów polskich do narodu:

Bądźcie w służbie Ojczyzny ofiarni, bo tylko wielką ofiarą okupicie nadal jej wolność i siłę. Pomnijcie, że czego poniechacie dać z Waszych powinności Ojczyźnie, to odbieracie sobie samym i przyszłym pokoleniom. W czym ją pokrzywdzicie przez Wasze samolubstwo, w tym ukrzywdzicie i siebie samych. Nie skąpi więc, nie liczący się z każdym wysiłkiem, nie szemrzący na krzyże i znoje, ale hojnymi bądźcie w dawaniu. Dawajcie jej Wasze mienie, gdy Was dziś Ojczyzna wzywa do Pożyczki Odrodzenia. Dawajcie jej ofiarę z Waszego życia, gdy zagrożona o nią woła. Nie mówimy już nawet o tym, byście wszyscy ochotnie stawali do poboru, [- -] bo znamy Was i wiemy, że się w powinności Waszej jak jeden mąż stawicie. Ale wzywamy Was, byście też dali zastępy ochotnicze [- -]. Przez jej szeregi [armii ochotniczej] dajemy wojsku naszemu niezbędne rezerwy, [- -] ożywiamy nowym duchem zwątlałe siły armii.

Warszawa, 7 lipca 1920

[List pasterski biskupów polskich do narodu,„Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie” nr 6-8/1920]

Warszawa, lipiec 1920. Generalny Inspektor Armii Ochotniczej, generał Józef Haller, w otoczeniu oficerów swego sztabu. Fot. Warszawska Agencja Fotograficzna / „Tygodnik Ilustrowany” nr 31/1920

Gen. Józef Haller (generalny inspektor Armii Ochotniczej) w wywiadzie:

Dużo się u nas mówiło i mówi o tym, że społeczeństwo nie odczuwa wojny, którą od półtora roku prowadzimy, że trzyma się z dala od niej, że cały ciężar pozostawia nielicznemu wojsku, o które mało się troszczy. Ja bym tego zarzutu nie stawiał i jestem głęboko przekonany, że społeczeństwu czyni on krzywdę niezasłużoną. [- -] Społeczeństwo odczuje, że w takich chwilach można nie tylko czekać na rozkaz i niejako na pozwolenie bronienia Ojczyzny, lecz można garnąć się do tej obrony ochotniczo. [- -] Uważam to po prostu za konieczność. Wszak płynie taka dążność w tej chwili z ducha narodu, który rozumie, iż walka toczy się o wolność i nawet o byt.

Warszawa, 8 lipca 1920

[Stanisław Stroński, Pierwsze lat dziesięć (1918–1928), Lwów 1928]

Z deklaracji artystów polskich w „Rzeczpospolitej”:

Dziś, kiedy półtorawiekowe dążenie stało się wolną ziemią pod naszymi stopami, przed polską sztuką i publicystyką stoi nowe zadanie: duch stworzył ciało; w to ciało trzeba tchnąć ducha. Zadanie nieodzowne i olbrzymie, a które ponadto stało się palącym ogniem z frontu i żarem od wnętrza – zadanie, do którego nie może zabraknąć niczyjej dłoni, niczyjej myśli, niczyjego serca. [- -] Musimy uzgodnić opinię, uświadomić, natchnąć obumarły ogół, wystąpić do walki z bezduchem, egoizmem, zaborczością ciemnoty i upiorami niewoli. A jest to obrona ostateczna, walka na śmierć i życie. Wróg stoi u bram i wróg stoi w nas. Wszyscy więc dziś, jako szeregowcy, oddajemy się Naczelnemu Wodzowi. Mobilizujemy siły duchowe, fizyczne i materialne, stajemy do pracy karnej, jednolitej, w jednym zrzeszonym szeregu. Na usługi wielkiej, wolnej idei polskiej oddajemy nasz czyn.

Komisja mobilizacyjna związków artystycznych i literackich dla obrony państwa. Popisali: Ludwik Skoczylas, Adam Dobrodzicki, Stanisław Ostrowski, Ignacy Łopieński, Juliusz Osterwa, Edward Słoński, Stanisław Kazuro

Warszawa, 8 lipca 1920

[W obronie zagrożonej ojczyzny. Głos artystów polskich,„Rzeczpospolita” nr 24/1920]