9 – 15 października 1920

9 października oddziały gen. Lucjana Żeligowskiego odrzucają wojska litewskie, które stawiają opór – i opanowują Wilno. Rząd litewski składa protest przeciwko tej akcji w Lidze Narodów. 10 października rozpoczyna się ostatnia operacja wojsk polskich na froncie wschodnim – atak na pozycje sowieckiej 3 Armii pod Mołodecznem. 12 października w Rydze podpisana zostaje umowa o preliminariach pokojowych i rozejmie między Polską a Sowietami. Tego dnia gen. Żeligowski wydaje dekrety, zgodnie z którymi ma sprawować w Wilnie osobistą władzę – jako naczelny dowódca wojsk „Litwy Środkowej”. Rząd polski oficjalnie odcina się od tej akcji. W społeczeństwie narasta zmęczenie wojną.

Wilno, 15 października 1920. Wileński Pułk Strzelców. Fot. Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Viktoras Birźiśka (litewski dziennikarz, działacz polityczny):

W miarę zbliżania się dowodzonych przez Żeligowskiego wojsk, które dla zmylenia Europy Zachodniej nazwano „dywizją litewsko-białoruską”, w Wilnie powstał niepokój. Nasze instytucje, niedawno przeniesione do Wilna, szybko ewakuowały się do Kowna i w przeddzień wkroczenia wojsk polskich ulice miasta zapchane były wozami z rzeczami urzędowymi. [- -] Za to wśród naszych nielicznych jednostek wojskowych, które pozostały w Wilnie, można było zobaczyć wzorową dyscyplinę, gotowość, by walczyć z wrogiem do końca.

Wilno, 9 października 1920

[Mindaugas Sereičikas, Wrogie sąsiedztwo, „Karta” nr 74, 2013]

Kpt. Wacław Kotowski (1 Pułk Ułanów Wileńskich):

Marsz na Wilno odbywał się prawie spokojnie, z wyjątkiem kilku małych utarczek niemających większego znaczenia w akcji bojowej pułku.

Zobaczyliśmy nareszcie cel naszych dążeń – Wilno. W szeregach pułku zapanowała radość, wszyscy bez wyjątku oczekiwali chwili wkraczania do miasta z wielką niecierpliwością. Przed murami Wilna na twarzach żołnierskich widoczne były oznaki silnego wzruszenia. Każdy odruchowo poprawiał swój mundur i otrzepywał go z kurzu podróżnego, poprawiał ładownicę i czapkę, markotnie spoglądał na dziurawe buty. O dobrym zmierzchu, przy rogatkach miasta spotkały nas nieprzeliczone tłumy, które w porywie radości brały nas w ramiona i wyciskały nam na policzkach siarczyste całusy.

Jakaś młoda i „gładka” niewiasta z dwojgiem dzieci na rękach z okrzykiem „kochany mężu” rzuciła się na wymorusanego przez kurz żołnierza, który dzieci usadowił sobie na ramionach i z tak miłym ciężarem maszerował dalej przez ulice miasta. Zebrany tłum ruszył ławą za pułkiem, wznosząc entuzjastyczne okrzyki: „Niech żyją dzieci Wilna!” – oraz sypał na nas masami kwiaty, które żołnierze zatykali sobie za rynsztunek.

Wilno, 9 października 1920

[Relacje uczestników akcji zajęcia Wilna w październiku 1920 r., zebrane w lipcu, sierpniu i wrześniu 1930 r. na ankietę Wojskowego Biura Historycznego, CAW I.400.959]

Juliusz Zdanowski (ziemianin, polityk związany z Narodową Demokracją) w dzienniku:

Dowiedzieliśmy się ze sztabu o ogłoszonym dziś komunikacie o zajęciu Wilna. Że zajęto, to dobrze. Ale po co [minister spraw zagranicznych, ks. Eusatchy] Sapieha oficjalnie przed pięciu dniami oświadczał, że do Wilna nie wejdziemy? I po co ta głupia komedia, że Żeligowski wbrew rozkazowi, przez nieposłuszeństwo [Wilno] zajął? W te rzeczy nikt nie uwierzy. Przecież przed paroma dniami już ktoś z misji angielskiej mówił rektorowi [Michałowi] Siedleckiemu, że wiedzą, iż wejść do Wilna zamierzamy. Więc po co głupia komedia, a po wtóre, gdyby utrzymywać, że to samowola generała, to po co wytwarzać apoteozę niekarności w wojsku? [- -] Wyjdziemy przed światem na głupich komediantów i azjatyckich oszustów.

Warszawa, 10 października 1920

[Dziennik Juliusza Zdanowskiego, t. 3: 4 VIII 1919 – 28 III 1921, Szczecin 2014]

Wilno, 10 października 1920. Gen. Lucjan Żeligowski w otoczeniu sztabu podczas mszy polowej przed katedrą. Fot. Biblioteka Narodowa.

Gen. Lucjan Żeligowski (dowódca 1 Dywizji Litewsko-Białoruskiej WP):

Zameldowano mi, że wszyscy przedstawiciele obcych państw przy rządzie „litewskim” proszą, abym przyszedł na ich zebranie do gmachu Taryby [Rady Litewskiej – reprezentacji społeczeństwa litewskiego]. [- -] Po bardzo suchym i oficjalnym ukłonie generał angielski powiedział:

– Jakim prawem zajął pan Wilno?

– Zająłem Wilno i cały ten kraj dlatego, ażeby bronić praw ludności i dać jej możność powiedzenia, czego chce.

– My, przedstawiciele państw Ententy, jesteśmy tu i zabezpieczymy te prawa.

– Nie, na to zgodzić się nie mogę. Ludność sama zadecyduje o swych losach.

– Więc pan nie uznaje państw Ententy i prawa międzynarodowego?

– Jesteśmy z największym uznaniem dla państw Ententy. Lecz na próżno pan nazywa te szacherki, które się odbywają w Wilnie i Kownie, prawem międzynarodowym. Właśnie to prawo ja dążę zabezpieczyć.

– A na kimże się pan oprze?

– Na ludności i własnych karabinach.

[- -] Nazajutrz przed południem rząd kowieński i przedstawiciele państw obcych opuścili Wilno. I wtedy generał angielski, zapytany w mieście, czy widział się ze mną, odpowiedział lakonicznie: „To bandyta”.

Wilno, 10 października 1920

[Lucjan Żeligowski, Zapomniane prawdy, Londyn 1943]

Wilno, październik 1920. Odezwa wydana po zajęciu miasta przez oddziały gen. Lucjana Żeligowskiego.
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej.

Wacław Lipiński (referent w II Oddziale Ministerstwa Spraw Wojskowych) w piśmie „Rząd i Wojsko”:

Społeczeństwo tymczasem z wolna, powoli stygło. Coraz mniej interesowano się żołnierzem i jego trudem, coraz rzadziej czytano komunikaty i korespondencje z frontów (z tak okropnie dalekich, z jakichś Dźwin i Ptyczy), a coraz bardziej interesowano się skandalikami i plotkami miejscowymi, coraz zapobiegliwiej krzątano się wokół własnych interesów, posad, protekcji i pasków [paskarstwa]. Ni stąd, ni zowąd żołnierz pozostał na froncie sam. Pozostał sam i obejrzawszy się kędyś poza siebie w tył, nie ujrzał tam narodu swego, nie ujrzał za sobą społeczeństwa zwartego jedną wolą, jednym pragnieniem zwycięstwa. [- -]

Listy rodziny wiejskiej, spod jakiegoś Lubartowa czy Grajewa, mówiły ciągle jedno i to samo: „Przy gospodarstwie nie ma komu chodzić, obiecali dać ziemię, wypełnić reformę rolną – ale nie dają i nie mówią o niej”… Nie pisano wyraźnie. Ale żołnierz w polu czuł, że tam w domu uważają, że on się niepotrzebnie bije, naraża i walczy, bowiem szerokim masom chłopskim nic z tego nie przyjdzie. A to, czego nie domówiono w liście, powiadano w domu, gdy żołnierz jechał na urlop.

Warszawa, 10 października 1920

[Wojsko a społeczeństwo, „Rząd i Wojsko” nr 41/1920]

Z informacji w „Kurierze Lwowskim”:

Mimo usilnych starań prezydium miasta, wydział spraw aprowizacyjnych dla Małopolski nie dostarcza dla gminy potrzebnego kontyngentu zboża, wobec czego ludności wydaje się tylko zmniejszone racje chleba. W przyszłym zaś tygodniu ludność nie otrzyma chleba zupełnie, lecz tylko mąkę i pęczak.

[- -] Nadzieje co do tegorocznych zbiorów zawiodły, a to głównie z powodu inwazji bolszewickiej – uległa zniszczeniu przeważna część zbiorów we wschodniej Małopolsce, stanowiącej główny rezerwuar dla zaopatrzenia zachodniej Małopolski, jak również wskutek inwazji zawieszone zostały zbiory znacznej części byłej Kongresówki. Nadto brak zboża w obecnej porze wywołany został wielkim zapotrzebowaniem dla armii oraz opóźnieniem dostaw przepisanych kontyngentów.

Lwów, 11 października 1920

[Horoskopy aprowizacyjne w Małopolsce,„Kurier Lwowski” nr 248/1920]

Z informacji w „Robotniku”:

Gdy Rada Ministrów nie zdecydowała się na uwzględnienie żądań pracowników co do wyrównania budżetowych niedoborów kolejarzy, zaczęli oni rzucać pracę stopniowo na wszystkich posterunkach, nie opuszczając stanowisk. 11 października od rana, na skutek tego, przestały wychodzić z Warszawy wszystkie pociągi, a nadchodzą wiadomości, że na innych węzłach kolejowych ruch pociągów również ustał. Przesuwane są tylko pociągi sanitarne z rannymi i ciężko chorymi. [- -] Strajk, jak dotąd, objął już węzeł częstochowski, łódzki i Skierniewice.

Warszawa, 12 października 1920

[Strajk kolejowy,„Robotnik” nr 279/1920]

Edward Woyniłłowicz (działacz społeczny) w dzienniku:

Dzisiaj zaczynam rok 74., nigdy jeszcze w tak smutnym nastroju dnia tego nie spędzałem; doszła wiadomość o podpisaniu w Rydze preliminarzy pokojowych, w których granica Kresów Wschodnich pozostawia w ręku bolszewików Mińsk, stolicę Białorusi! Okropna rzecz, Polska przekreśla całą swą kilkuwiekową kulturalną pracę na Wschodzie; misja nasza skończona, „murzyn może odejść”. Przez sto kilkadziesiąt lat porozbiorowych przechowywaliśmy na Białorusi wiarę katolicką, ideę polską, tradycje narodowe, znosiliśmy prawa wyjątkowe, prześladowania, krwią określaliśmy granice 1772 roku, w ostatnich latach oddaliśmy wszystkich synów naszych do szeregów, plony ziemi naszej na potrzeby armii, a rozporządzalną gotówkę na pożyczkę państwową – a w ostatniej chwili w żądaniach pokojowych Polska wyrzekła się Mińska, gdzie tyle lat pracy naszej organizacyjnej poszło na marne [- -].

Czemu było tę całą trudną, żmudną, a tak narodową pracę naszą na marne puszczać, nie wskutek niepowodzeń wojennych, nie wskutek oporu wroga, a wskutek niezrozumienia całej ważności Kresów naszych dla siły i wzrostu państwa, bo przecież komisja nasza pokojowa w Rydze nie „musiała ustąpić”, ale od samego początku w założeniu „nie chciała żądać Mińska”.

[- -] Wieczna hańba tej komisji pokojowej, złożonej nie z mężów stanu, a tylko według klucza partyjnego Sejmu wyłonionej [- -]. To jest nowy, czwarty rozbiór kraju, przez samą Polskę zaproponowany, wszak pierwszy tak okrzyczany jako zbrodnia rozbiór kraju nie odciął tyle od ciała Polski, ile obecna komisja w Rydze dobrowolnie bolszewikom oddała.

Warszawa, 13 października 1920

[Edward Woyniłłowicz, Wspomnienia 1847–1928. Część pierwsza, Warszawa 2016]

Premier Wincenty Witos podczas posiedzenia Sejmu:

Pokój ten, podpisany 12 października, nie zaspokaja w pełni aspiracji narodu polskiego, zostawia poza granicami Polski wielką liczbę Polaków, ale czyni zadość duchowi umiarkowania i dążeniom polskim do zakończenia wojny (brawa), dając jednocześnie Polsce możność oddechu na wschodzie. [- -] Obie strony zgodziły się w Rydze na to, że – o ile w skład ziem położonych na zachód od określonej granicy wchodzą terytoria sporne między Polską a Litwą – sprawa przynależności tych terytoriów do jednego z tych dwóch państw należy wyłącznie do Polski i Litwy.

Warszawa, 14 października 1920

[Sprawozdanie stenograficzne ze 172. posiedzenia Sejmu Ustawodawczego z dnia 14 października 1920 r.]

Ryga, październik 1920. Rokowania pokojowe. Fot. Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Z artykułu w „Nowinach Warszawskich”:

Wojna ukończona, ale walka o stanowisko mocarstwowe Polski ledwo rozpoczęta. Historia przedrozbiorowa przekazała nam imię wielkiego mocarstwa, duma zabrania nam je zaprzepaścić i zejść do poziomu kraiku, który od innych sprawiedliwości szukać musi, a sam jej sobie wymierzyć nie może. [- -]

Zjednoczenie dzielnic, które dotąd wskutek rozłąki rozbiorowej boczą się na siebie, idą nieraz luzem, dopełni pracy odbudowy kraju. Obok zaś sprawy najpilniejsze: bliski plebiscyt na Górnym Śląsku, sprawa Gdańska, rewizja wyroku Cieszyńskiego i piecza nad wracającymi do macierzy kresami wschodnimi – wszystko na drodze natychmiastowego pokojowego wysiłku Polski – dają nam przybliżony zaledwie obraz zadań.

Warszawa, 14 października 1920

[Nasze zadania na przyszłość,„Nowiny Warszawskie” nr 18/1920]

Z manifestu Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej Żeńskiej:

Zadaniem naszym jest tłumić rozgoryczenie i niezadowolenie, które w ostatnich czasach się wzmaga. Często nawet słychać narzekania na rząd, na naszą administrację itp. Prawda, że nie wszystko dzieje się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, prawda, że warunki życiowe są obecnie ogromnie trudne. Lecz równie trudne jest przywrócenie kraju do stanu przedwojennego. [- -] Odbudować musimy Polskę, odbudować z krwawych śladów wojny, odbudować spod ruin poniszczonych wsi i miast, odbudować przemysłowo i rolniczo, ażeby Polska znowu stała się spichlerzem, ażeby Ojczyna nasza miała dość chleba dla dzieci swoich. Jednakże przede wszystkim trzeba Polskę odbudować pod względem etycznym. Trzeba te chwasty nieuczciwości, kłamstwa, paskarstwa, tę chęć i dążenie do pieniędzy, do stroju wyrzucić. [- -] A kto przede wszystkim powinien w tym kierunku dążyć, kto rozpocząć tę pracę? – Młodzież polska, polska kobieta, dziewczę polskie.

Poznań, 15 października 1920

[Dlaczego mamy należeć do stowarzyszenia?, „Młoda Polka” nr 10/1920]